13.07.2026 r.

Ulanów powstał nad wodą i przez wodę został ukształtowany. Położony u ujścia Tanwi do Sanu, w miejscu dogodnym do spławu, od początku swojego istnienia był miasteczkiem zwróconym ku rzece. Stanisław Ulina Uliński, starając się u króla Zygmunt III Wazy o przywilej lokacyjny, świadomie wybrał to miejsce pod przyszłe miasteczko, widząc w nim dogodne warunki do rozwoju ośrodka handlowego. Dzięki temu decyzja o lokalizacji poprzedziła formalne nadanie praw miejskich, a sam Ulanów został oficjalnie lokowany w 1616 roku.

Flisactwo w Ulanowie nie pojawiło się zatem przypadkiem. Było bezpośrednią konsekwencją położenia nad rzekami, które sprzyjało rozwojowi spławu i wymiany towarowej, a zarazem odpowiedzią na potrzeby gospodarki dawnej Rzeczypospolitej. Wówczas najważniejszym szlakiem handlowym Polski była Wisła. Spławiano nią zboże, drewno, potaż i inne towary do Gdańska – portu stanowiącego okno na świat. Ulanów, dzięki swojemu usytuowaniu w systemie rzecznym prowadzącym do Wisły, szybko stał się ważnym punktem organizacyjnym tego handlu rzecznego.

Nic więc dziwnego, że szybko wykształciła się tu wyspecjalizowana grupa zawodowa – flisacy, a wśród nich retmani, czyli mistrzowie prowadzący tratwy i galary. Ich praca wymagała nie tylko siły fizycznej, ale przede wszystkim doświadczenia i znajomości rzek. A te bywały zdradliwe: zmienne poziomy wody, wiry i mielizny sprawiały, że każdy spław był ryzykiem.

Wyjątkowość Ulanowa polegała na tym, że flisactwo zostało tu zinstytucjonalizowane. Powstał cech retmański i sternicki – organizacja, która nie miała odpowiednika w innych częściach dawnej Małopolski. Cech regulował dostęp do zawodu. Nie każdy mógł zostać retmanem. Kandydat musiał przejść wieloletnią praktykę, a następnie stanąć przed starszyzną i poddać się ceremonii „misterji”. Dopiero po jej przyjęciu uzyskiwał prawo do samodzielnego prowadzenia tratw. Zawód retmana zazwyczaj przechodził z ojca na syna. W księgach cechowych wyraźnie widać uprzywilejowanie „mistrzowiców” – synów retmanów, którzy wchodzili do zawodu łatwiej i taniej. Tworzyło to swoistą kastę zawodową, silnie zakorzenioną w lokalnej społeczności.

Była to jednak nie tylko instytucja zawodowa. Cech pełnił funkcje społeczne i religijne: organizował życie wspólnoty, opiekował się chorymi, dbał o pogrzeby, utrzymywał związki z kościołem. Flisacy stanowili zwartą grupę – nie tylko pracowali razem, ale i razem żyli. W XVIII wieku ich znaczenie było już tak duże, że w 1765 roku cech uzyskał oficjalne zatwierdzenie swoich praw. Był to moment symboliczny – potwierdzenie, że flisactwo stanowi fundament funkcjonowania miasteczka.

Największy rozkwit flisactwa przypada na XVIII i pierwszą połowę XIX wieku. W tym czasie niemal całe życie gospodarcze Ulanowa podporządkowane było rzece. Flisacy spławiali towary nie tylko Sanem, ale dalej – Wisłą aż do Gdańska. Każda wyprawa była ogromnym przedsięwzięciem logistycznym. Budowano tratwy, kompletowano załogi, przygotowywano zapasy, przy czym stroną finansową i organizacyjną zajmowali się najczęściej kupcy żydowscy – to oni wykładali kapitał, zawierali kontrakty i podpisywali umowy z retmanami. Podróż trwała tygodniami. Po dotarciu do celu tratwy sprzedawano jako drewno, a flisacy wracali pieszo pokonując setki kilometrów.

Upadek flisactwa nie nastąpił nagle. Był procesem rozciągniętym w czasie, którego początki sięgają końca XVIII wieku. Rozbiory i przejęcie tych ziem przez Austrię zaczęły mocno wpływać na funkcjonowanie miasteczka. Choć flisactwo nada trwało, to stopniowo traciło swoje znaczenie. Zmieniały się szlaki handlowe, administracja zaborców ograniczała samodzielność dawnych instytucji, a tradycyjne formy organizacji – takie jak cechy – zaczęły tracić swoją rolę.

Prawdziwe załamanie flisactwa przyniósł jednak XIX wiek i rozwój nowych środków transportu. Kolej żelazna zaczęła wypierać żeglugę rzeczną. Nie była tańsza, ale była szybsza, bardziej przewidywalna i prawie całkowicie niezależna od kaprysów natury. Rzeka, która przez stulecia była arterią życia, zaczęła tracić znaczenie gospodarcze. Spław drewna i zboża stawał się coraz mniej opłacalny. Flisacy wciąż jeszcze pracowali, ale ich zawód przestawał być podstawą lokalnej gospodarki.

Na przełomie XIX i XX wieku flisactwo w Ulanowie było już cieniem dawnej potęgi. Jeszcze istniało, jeszcze żyli ludzie pamiętający wielkie spławy – ale było to już raczej trwanie niż rozwój. Ostateczny kres przyniósł XX wiek: wojny, zmiany granic i dalszy rozwój nowoczesnych środków transportu. Cech przestał funkcjonować, a zawód zanikł.

A jednak rzeka nie odeszła z pamięci Ulanowa. Choć tratwy przestały być środkiem codziennego zarobku, tradycja flisacka nie została zapomniana – przeciwnie, zyskała nowe życie jako świadomie pielęgnowane dziedzictwo. Dziś przypominają o niej działalność Bractwa Flisackiego św. Barbary, uroczystości barbórkowe, a także organizowane spławy tratwami i galarami, które znów przecinają nurt Sanu. Nie są już one koniecznością gospodarczą, lecz żywą lekcją historii i znakiem tożsamości miejscowej społeczności. W ten sposób Ulanów pozostaje wierny swojemu rzecznemu rodowodowi – nie jako ośrodek handlu, lecz jako strażnik pamięci o flisakach, retmanach i świecie, który wyrósł z wody i nad wodą trwa do dziś.

 

Bartłomiej Pucko, GCK w Ulanowie

Przetwarzamy dane osobowe w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności.