Logotyp Niematerialne Podkarpackie

Zabawkarstwo stało się jednym z ważnych zawodów wykorzystujących drewno, jako podstawowy surowiec, jakimi zajmowali się mieszkańcy Puszczy Sandomierskiej – Lasowiacy. Była to grupa etnograficzna, która zajmuje obszar północnej części obecnego województwa podkarpackiego, położony w widłach Wisły i Sanu. Pomimo, że dziecięce zabawy na wsi były ograniczone i tłumione przez dorosłych, dzieci lasowiackie od zawsze wymyślały same zabawy w przerwach pomiędzy pracą, albo wykonywały swoje pierwsze zabawki własnoręcznie. Zabawek, które znały już dzieci z miasta albo nie było na rynku, albo były bardzo drogie, dlatego biedniejsze dzieci nie miały szansy się nimi bawić. Dopiero powstawanie lokalnych ośrodków produkującym zabawki pozwoliło na łatwiejszy do nich dostęp.

Pierwszym ośrodkiem zabawkarstwa na tych terenach, funkcjonującym już od XVI w. był Leżajsk, co miało związek z licznymi pielgrzymkami do Sanktuarium Matki Boskiej Leżajskiej, odpustami, targami i tym samym zapotrzebowaniem na pamiątki. Najpierw tworzono tu zabawki gliniane - wykonywane dzięki miejscowej glinie ceramicznej. Natomiast samo zabawkarstwo drewniane to nieco młodsza tradycja, która jest ściśle związana z występującymi tutaj gatunkami drzew. Były one łatwe w obróbce – osika, jesion, wierzba czy topola (gatunki liściaste). Tradycja wyrobu figurek glinianych, a później drewnianych piszczałek i gwizdków w Leżajsku rozwijała się oddzielnie niż innych ośrodków. Niemniej zaliczana jest do grupy małopolskiej zabawkarstwa, która miała swoje źródła w zabawkarstwie ludowo-jaworowskim, podobnie jak brzózański ośrodek. Na owo wschodnie (Jaworów koło Lwowa) pochodzenie wskazywały konkretne kształty, kolorystyka czy rodzaj przedstawień. Zabawki jaworowskie były wtedy niezmiernie popularne – sprzedawano je nie tylko na jarmarkach w najbliższej okolicy, ale duże ilości wożono nawet do Krakowa.

Drugim ośrodkiem zabawkarskim Lasowiaków była wieś Brzóza Stadnicka. Na oba te centra rzemiosła wielki wpływ wywarło zabawkarstwo jaworowskie, znane już w XIX wieku. Dowodem na to może być też to, że Marian Garbacki nim został kierownikiem wytwórni zabawek w Leżajsku, uczył się ich produkcji w Szkole Przemysłu Drzewnego właśnie w Jaworowie na początku XX wieku (wtedy ZSRR). Już w 1909 roku Fabryka zabawek Garbackiego wytwarzała: pukawki, drewniane pieski, osły, krowy, słonie, małpy, dziobiące kurki oraz niedźwiedzie. Wykonywano w niej także zabawki odciskane w masie papierowej - koniki. Oklejano je następnie filcem z włosianymi grzywami i ogonami, umieszczone zaś były na podstawce z czterema kółkami. Natomiast wyrób zabawek w Brzózie Stadnickiej zaczął Marcin Guzy żyjący w latach 1872-1924. Pod koniec XIX w. wykonał on pierwsze drewniane koniki, wzorowane na znalezionym metalowym ozdobnym zakończeniu kleszczyny chomąta w kształcie końskiej głowy, umieszczonego na podstawie wyposażonej w kółka. Wyrzeźbił kilka koników na próbę, zauważył jednak, że szybko można na nich zarobić, więc zaczął masowo strugać takie zabawki. Nazwano je okrągłymi konikami na cztery nogi. Marcin Guzy nie malował jednak swoich wyrobów, a jedynie końcem gorącego drutu zaznaczał oczy. Oprócz tego pomagali mu w pracy jego synowie: Józef, Jan i Stanisław, a od nich uczyli się najbliżsi sąsiedzi. Poza tym synowie Marcina Guzego zróżnicowali wielkość koników i wprowadzili zmiany: konik miał prostą szyję, a ogon został wykonany z innego kawałka drewna. Natomiast inny rzemieślnik brzózański Franciszek Boho – zaczął wykonywać małe i duże bryczki z płaskimi konikami, wzorowanymi na zabawkach masowo produkowanych w Jaworowie (dziś Ukraina). Ich kształt wymyślił jednak sam, były one też ujęte bardziej realistycznie niż jaworowskie, które miały finezyjnie stosowany rysunek konturu. Nazywano je konikami na dwie nogi i wyrabiane są niekiedy do dziś. Zdołał on to osiągnąć mając kontakty handlowe z wytwórcami i handlarzami właśnie stamtąd.

Dynamika działań i popularność tego zajęcia i wyrobów spowodowały, że od początków XX wieku coraz większa liczba rzemieślników w Brzózie Stadnickiej zajmowała się wyrobem zabawek. Skupionych wokół rodziny Guzych, zabawki na handel wykonywało w latach 20. XX wieku, kilkunastu rzemieślników. Najczęściej pochodzili oni z części wsi Brzóza Stadnicka zwanej „Góra”. Charakteryzowała się ona nieurodzajną, piaszczystą ziemią. Po wojnach światowych ich liczba wzrosła już do około 50 osób. Na tak niewielką wieś był to swoisty fenomen na skalę wszystkich polskich ziem. Jednak niestety sam zbyt zabawek w najbliższej okolicy Brzózy nie był łatwy. Chłopskie dzieci w wieku 4–5 lat musiały już pracować w gospodarstwie: pasły bydło, trzodę czy gęsi, zajmowały się obejściem, sprzątaniem. Urozmaicały sobie oczywiście czas pracy najróżniejszymi rozrywkami, ale bywało, że kosztem pasterskich obowiązków (pasionki). Jako rekwizyty do zabaw dzieci wykorzystywały najczęściej to, co znalazły na pastwisku czy też jego okolicy – piasek, gałęzie, kije i kamienie. Na zabawki nie każdego było przecież stać, a rodzice nie kwapili się do ich chętnego kupowania. Oczywiście wybór zabawki zależny był też od wieku i płci dziecka. Co ciekawe zabawkarze nie zawsze trudnili się osobiście handlem swoimi towarami, woleli raczej zlecać to komuś innemu. Najpowszechniejszym sposobem transportu zabawek było noszenie ich w worku na plecach. Rzadko ubogi zabawkarz miał wóz, którym mógł swoje wyroby przywieźć na targ. Często z towarem szły kobiety: żony i córki zabawkarzy, niosąc obok zabawek drewniane naczynia kuchenne - garnce, solniczki, mątewki, tłuczki, łyżki itp. W taki sposób towar sprzedawały na targu siostry braci Guzych: Weronika, Rozalia, Agnieszka. Żona Stanisława Guzego (a córka Leona Naroga) – twierdziła zaś, że od dwunastego roku życia chodziła z zabawkami na targ: we wtorek do Łańcuta, w środę do Sokołowa, w piątek do Rzeszowa. Właśnie w tych dniach odbywały się tam cotygodniowe targi. Bywało też, że przy dłuższej trasie musieli po drodze gdzieś przenocować. Handlem zajmowało się kilka rodzin. W okresie od pierwszej wojny światowej sprzedażą zajmował się wymieniany wyżej zabawkarz Franciszek Boho, potem Henryk Machowski pochodzący z Rzeszowa, a osiadły w Brzózie Stadnickiej, później z kolei jego syn Bronisław. Pod koniec okresu międzywojennego liczba handlarzy zwiększyła się. Pojawił się również Szymon Guzy w Brzózie oraz jego brat - Jan Guzy w Żołyni. Przez pewien czas zajmowali się handlem Władysław Guzy, Antoni i Kazimierz Styskalowie: docierali oni z towarem do Sieniawy, Lubaczowa, Jarosławia, czy Przemyśla. Inni handlarze z Brzózy Stadnickiej, będąc pośrednikami, sprzedawali zabawki w Przeworsku, Rzeszowie i Sandomierzu. Sporadycznie zdarzały się wyjazdy do Lwowa, Lublina, Łodzi czy Warszawy. Czasami taka podróż połączona ze sprzedażą zabawek trwała blisko dwa miesiące, a jej trasa wiodła z Leżajska przez Sandomierz do Kielc, Ostrowca, Lublina i Zamościa. Zdarzały się też dalsze eskapady, gdzie podobno jednak Jan Wojtarowicz z Gorlic woził zabawki i sprzęty gospodarskie z Brzózy poprzez Tarnów i Grybów, dalej nawet na Węgry. Oprócz tego dużą możliwość zbytu dawały, wspomniane już, rozliczne odpusty gromadzące wielotysięczne tłumy. W Leżajsku zbierało się najwięcej pielgrzymów pod klasztorem ojców Bernardynów (Sanktuarium Matki Boskiej Leżajskiej) - na Zielone Święta, w dniach św. Antoniego, Matki Boskiej Zielnej, Matki Boskiej Siewnej. Jeżdżono także na odpusty do Częstochowy. Okazję do większej hurtowej sprzedaży dawały doroczne jarmarki. Najpopularniejszymi przed II wojną światową były jarmarki „na Józefa” w Jarosławiu i „na Iwanka” w Przemyślu.

Oczywiście nie można tu pominąć w handlu zabawkami Żydów. Przed II wojną światową jechali po nie lub odkupywali bezpośrednio na targu w swoim miasteczku od ludzi z Brzózy, a posiadając sieć hurtowników w kraju, rozprowadzali go dalej. Przykładowo w Rzeszowie działał kupiec żydowski Bergier, z Kolbuszowej pochodził Hoffer, a z Leżajska przyjeżdżali Kumerman i Galler. Wydawałoby się, że status materialny zabawkarzy dzięki temu wszystkiemu stał się wyższy. Nic bardziej mylnego: zabawkarze mieszkali w górnej, biedniejszej części wsi oraz byli pogardliwie nazywani rupieciarzami czy konikarzami. Ponadto na ich temat krążyły po wsiach rozmaite, złośliwe przezwiska i powiedzonka. Nie było też dobrze widziane, kiedy zabawkarz starał się o rękę panny z innej części wioski. Wystarczy tylko powiedzieć, że konik Marcina Guzego przed pierwszą wojną światową kosztował 1 centa. W późniejszym okresie międzywojennym jeden konik kosztował 18 groszy, zaś bryczka z dwoma płaskimi konikami to koszt 15 groszy. Zyski więc nie były tak duże, można było za to jedynie kupić drobne przedmioty gospodarskie czy żywność do domu.

Dalsze dzieje zabawkarstwa brzózańskiego to okres II wojny światowej. Wtedy to szczególnie duże zapotrzebowanie na zabawki wykonane z drewna, przy jednoczesnym braku wyrobów fabrycznych, było w latach okupacji. Okupant nie ograniczał wcale działalności zabawkarskiej, zaś brak konkurencji ze strony miejskich producentów, przy ciągłym zapotrzebowaniu na zabawki, stwarzał właśnie sytuację prosperity. Po II wojnie światowej różne instytucje podejmowały próby zorganizowania zbytu zabawek wykonywanych w Brzózie Stadnickiej. Zainteresował się tym także sektor spółdzielczy. Z tego też powodu w 1950 roku w Leżajsku powstała Spółdzielnia „Chałupnik”, miała ona własny zakład zabawkarski i dodatkowo zorganizowała w Brzózie Stadnickiej produkcję systemem nakładczym. Oprócz własnych wyrobów skupywała je także od chałupników z Leżajska oraz właśnie z Brzózy Stadnickiej. W 1954 roku spółdzielnię rozwiązano, a skup zabawek prowadziło Rejonowe Biuro Handlowe w Leżajsku. Korzystne ceny, jakie wówczas płacono spowodowały, że zaczęli je wykonywać również mieszkańcy dolnej, bogatszej części wsi. Owa masowa produkcja spowodowała znaczne obniżenie jakości wykonywanych zabawek. W latach 60. XX wieku wielu zabawkarzy sprzedawało wyroby za pośrednictwem Zrzeszenia Wytwórców Rękodzieła Ludowego i Artystycznego „Millenium” w Krakowie. W dalszej kolejności od 1974 r. skup zabawek zorganizowała także, zajmująca się głównie wikliniarstwem, Spółdzielnia Pracy Rękodzieła Ludowego i Artystycznego „Jedność” w Rudniku, a nieco później Spółdzielnia „Jutrzenka” w Leżajsku. Szacunkowo przyjmuje się, że w latach powojennych ok. 30% zabawkarzy stale korzystało z pośrednictwa różnego typu spółdzielni przy sprzedaży wyrobów. Część wytwórców zdobywała zabawki poprzez licznych w Brzózie Stadnickiej handlarzy, którzy wozili je na jarmarki i odpusty oraz dostarczali prywatnym hurtownikom. Ponadto zmieniające się zapotrzebowanie na zabawki w różnych okresach funkcjonowania ośrodka wpływało na asortyment wyrobów, organizację produkcji i wykorzystywane materiały. Masowa produkcja w okresach największego zapotrzebowania na zabawki sprzyjała specjalizacji rzemieślników. Większość trudniła się jedynie wykonywaniem wybranych elementów zabawek, które później inny rzemieślnik składał i oddawał do malowania żonie. Oprócz tego po II wojnie światowej zabawkarze z Brzózy wykazywali większe możliwości zmiany miejsca zamieszkania. Chociażby Tadeusz Król, który zamieszkał w Futorach i Genowefa i Franciszek Polak, którzy przenieśli się do Dachnowa – obie miejscowości leżą w okolicach Lubaczowa. Wytwarzali oni właśnie tam zabawki, które oparto na wzorach przeniesionych z Brzózy Stadnickiej i następnie odsyłali je właśnie do spółdzielni „Chałupnik”, do momentu jej istnienia.

Podstawowym materiałem wykonywania zabawek było drewno osikowe, stopniowo zastępowane przez łatwej dostępne drewno wierzbowe. Zabawki wykonywane z białego drewna uchodziły za ładniejsze od wykonanych z innych gatunków drewna. Na początku do wyrobu zabawek używano skromnego zestawu narzędzi: kobylica, siekiera, ośnik, nóż. Natomiast w latach 30. XX wieku zaczęto używać prostego narzędzia do wycinania kółek - wyrzynacza. W początkowym okresie ośrodek zabawkarstwa w Brzózie Stadnickiej wytwarzał koniki umieszczone na podstawce z kółkami, bryczki zaprzężone w parę koników, taczki, kołyski dla lalek, duże konie na biegunach. Te ostatnie przygotowywano specjalnie na jarmarki przed Św. Mikołajem. Miał je wprowadzić Jan Guzy, który zaczerpnął ten wzór z taczek używanych w cegielni. Mniejsze koniki wprowadzone przez synów Marcina Guzego około 20 cm wysokości zestawiano z bryczką, miały one kształt wydłużonego pudełka o profilowanych bokach. Natomiast nieco większe koniki Guzych - około 30 centymetrowe na wysokość, umieszczano na podstawce z kółkami. Później popularne stały się zabawki w formie kaczek z trzaskającymi skrzydłami, pajace umieszczone na wózeczku z wirującymi dwiema tarczami oraz kółka trzaskające zwane tyrkaczami. Przykładowo ową kaczkę z ruchomymi skrzydłami wprowadził handlarz Henryk Machowski. W Brzózie forma ta pojawiła się na wzór jaworowskiej, ale miała uproszczoną sylwetę, wydłużono jej też trochę skrzydła, żeby się nie psuły tak szybko jak te z Jaworowa. Nie wiadomo jednak, kto przeprowadził te zmiany. W latach powojennych zaczęto wykonywać: wiatraczki, karuzelki, terkotki, samochody, samoloty czy też wózki dla lalek zwane spacerokami. Malowanie zabawek ludowych z rejonu Brzózy Stadnickiej to dopiero czasy po I wojnie światowej. Początkowo robiono to farbami anilinowymi z zastosowaniem kombinacji trzech kolorów, tj. żółtego, różowego i zielonego, później dodatkowo wzbogacano całość bielą cynkową i czarną farbą zmieszaną z klejem stolarskim dla uzyskania połysku. Farby nakładano rozklepanym patyczkiem brzozowym lub pędzlami wykonywanymi z sierści zwierząt. Tych ostatnich używano do malowania koników albo tła na innych zabawkach. Jeżeli tło, które było przeważnie żółte miało być na całej powierzchni, wtedy zabawkę, albo jej element zanurzano w pojemniku z gorącą farbą, a później suszono w okolicach pieca. Na koniec patyczkiem nakładano pozostałe fragmenty zdobnicze. W ostatnich latach do malowania zabawek zaczęto także używać farb olejnych i nitrowych. Części uprzęży, grzywy i ogony koników są malowane realistycznie. Motywy geometryczne i roślinne rozmieszczone na wózkach, kołyskach i taczkach pełnią funkcję dekoracyjną. Jak wspomniano wcześniej, pierwsze koniki Marcina Guzego nie były zdobione, miały jedynie oczy zaznaczone wypalaniem. Malowanie wprowadzili dopiero następcy Guzego, aby uatrakcyjnić towar. Na zabawkach brzózańskich występują dwa odmienne typy malatur: „realistyczny" i „dekoracyjny”. Pierwszy reprezentują okrągłe, wycinane z jednego kloca drewna koniki, wykonane przez synów Marcina Guzego. W okolicach 1926-1927 r. zaczęto malować tym konikom czerwone siodełka, czarną uprząż, grzywę i ogon. Potem wprowadzono białe tło, jako umaszczenie konika. Z czasem zyskało ono czarne cętki i konik stał się srokaty. Około 1938 r. Józef Guzy (syn Marcina) dodał do siodełka żółte obramowanie. Zmiany w ciągu lat szły raczej w kierunku dekoracyjnego rozbudowania tego właśnie siodełka. Obecnie zasadnicza jego część jest nadal czerwona i otaczają ją czarne półkola o żółtych polach wewnętrznych. Każde takie pole akcentuje czarna lub czerwona kropka umieszczona w jego środku. Według owego wzoru zdobi się wszystkie okrągłe koniki wyrabiane w Brzózie Stadnickiej. Typowe dla Brzózy zdobienie zabawek farbą anilinową różową i zieloną na żółtym tle jest dalekim echem, tym razem ornamentyki występującej na zabawkach z wyżej wymienianego Jaworowa (obecnie Ukraina). Te ostatnie zdobił często motyw gałązki o czerwono-granatowych listkach lub motyw rozety utrzymanej w tych samych kolorach. Zdobnictwo zabawek jaworowskich (na których wzorował się częściowo ośrodek z Brzózy Stadnickiej) opierało się na starej i wypracowanej konwencji. Kreska budująca elementy motywów była cienka i lekko położona. Natomiast motywy występujące na wyrobach brzózańskich malowane są nieco inną szeroką, twardą kreską. Każdy kontur powtórzony jest kilka razy dwoma stosowanymi tu kolorami: zielonym i różowym. W sposobie malowania widać rozmach, ale też pewne niedopracowanie czy niefrasobliwość w zapełnianiu tła przeznaczonego pod odpowiednią malaturę. Motywy zdobnicze występujące na zabawkach pochodzących z Brzózy składają się z prostych elementów, takich jak: kropka, przecinek, łuk, krzyżyk, linia (prosta, falista, łamana), półkole złożone z ząbków. Motywy mają charakter geometryczny i roślinny, przy czym te ostatnie są potraktowane tak umownie, że trudno je nieraz odróżnić od pierwszej grupy. Na motywy geometryczne składają się: dwie przecinające się elipsy, kółko z kropką w środku, rozbudowane na różny sposób rozety. Sporą grupę stanowią motywy o eliptycznych kształtach, złożone z linii falistych, zaginających się ku środkowi, lub z kilku połączonych ząbków, kratki, plecionki, półkola itd. Motywy roślinne (głównie kwiaty i gałązki) potraktowane są schematycznie i nie przypominają konkretnych roślin. Ujęte są w rzucie z góry. Ujęcia bardziej realistyczne spotyka się tutaj tylko sporadycznie. W sumie te same motywy występują na różnych typach zabawek, zapełniając powierzchnie boczne, a bardzo rzadko wnętrze. Sposób zakomponowania płaszczyzn jest niejednorodny: motywy rozmieszczone są często dowolnie, na bokach, tyłach lub podstawkach zabawek. Kompozycja motywów tylnych płaszczyzn bryczek jest z reguły bardziej uporządkowana niż boków. W kołyskach ornamenty pokrywające boki tworzą swobodne układy złożone z linii, rozet, form eliptycznych otoczonych ząbkami. Na węższych (sześciokątnych albo czworokątnych) ściankach maluje się przeważnie w środku: rozety, kwiaty czy elipsy. Motywy zdobiące boki taczek, przeważnie rozmieszcza się ukośnie, rozwiązania symetryczne czy centralne spotyka się rzadziej. Na zabawkach aut ciężarowych ornament występuje na dłuższych bokach i dachach. Zaś w modelach aut osobowych dużą powierzchnię zdobniczą stanowi dach w kształcie prostokąta, dekorowany w wieloraki sposób. Ich bok przeważanie zdobi girlanda otaczająca okienko. W samolotach zdobiona jest albo cała powierzchnia, albo jedynie ich skrzydła. Wydaje się, że najbardziej przemyślane jest zdobienie spaceroków (wózków) dla lalek. Przeważnie na tylnej ściance znajduje się umieszczona w środku rozetka. Parę mniejszych kwiatów obrzeża łukowato górny brzeg zapiecka, a dolne naroża wyodrębnione są przez łuki wykończone linią falistą. Okrągłe okienka na bokach wózka otaczają m.in. liczne podłużne plamki. Wózki te malowane są zarówno farbami anilinowymi, jak i olejnymi. Kolory jakie się tu wykorzystuje to: czerwony, fioletowy, żółty, niebieski. Jeszcze inne motywy zdobnicze, występujące tym razem na kaczkach trzaskających skrzydłami rozmieszczone są zawsze w ten sam sposób. Oko zaznaczone jest dużą kropką i podkreślone od spodu jedną krótką kreską, zaś łepek w górnej części jest czerwony czy też zielony. Elementy zdobnicze w kształcie linii, kratek, krzyżyków, plecionek - rozmieszczone są na dolnej części tułowia oraz na skrzydłach, po wewnętrznej i zewnętrznej stronie. Jeszcze inna - umowna i schematyczna jest dekoracja pajaców wirujących na wózeczku. Na każdej z postaci rozbudowuje się jeden duży motyw, np. czterech połączonych łuków, bądź obie postacie łączą skrzyżowane linie zakończone łuczkami, krzyżykami. Zdobienie płaskich koników i koni na biegunach jest bardzo skromne. Na sylwecie z surowego drewna zaznacza się farbą różową obrzeża niebieskiego siodełka, a zieloną: uprząż i ogon. Płaskie koniki na biegunach lakieruje się na czerwono. Jedynie na szyi konia umieszcza się wielopłatkowy, niebieski kwiat. W okresie ponad stu lat istnienia ośrodka zabawkarskiego w Brzózie Stadnickiej pracowało tu wielu utalentowanych rzemieślników. Ich wyroby były często naśladowane i wzbogacane nowymi pomysłami. W ciągu wielu lat ukształtował się specyficzny, łatwy do rozpoznania styl zabawek wykonywanych przez kilka pokoleń mieszkańców wsi. Pod koniec okresu międzywojennego wyrobem zabawek trudnili się m.in.: Józef, Jan, Stanisław Guzowie, Władysław Guzy, Szymon Guzy, Władysław Boho, Szymon Boho, Jan Urban, Józef Grząśko, Antoni Jagusztyn, Franciszek Styskal, Augustyn Panek, Antoni Jucha, Leon Naróg, Stanisław Panek, Bronisław Machowski i Julian Leja. Poza tym z Brzózy Stadnickiej pochodził znany artysta-zabawkarz Stanisław Naróg. Zamieszkał on później w niedalekiej miejscowości Żołyni. Jego bratem był Michał Naróg, który produkował np. samoloty, kaczki z trzaskającymi skrzydłami, pajace, kołyski czy koniki płaskie z bryczkami. Pozostał on w odróżnieniu od brata w Brzózie Stadnickiej. Natomiast Stanisław Naróg zabawkarstwem zajął się dopiero w dorosłym życiu, traktując je, jako zajęcie dodatkowe, obok pracy na roli. Rzemiosła uczył się z pomocą szwagra, poznając  kanony stylistyczne brzózańskiego ośrodka. W swoich pracach opierał się na własnych pomysłach, ale można tam też znaleźć wpływy wyrobów wytwórni Marcina Garbackiego, przykładem mogą być sylwetowo cięte koniki o dziwnych kształtach, czasami wraz z jeźdźcami albo zaprzężone do fantastycznej w formie karety. Tego typu zabawki złożone są z kilku części, a postaci mają ruchome ręce i nogi. Z czasem, zachęcony nagłym sukcesem w konkursie „Sztuka ludowa i amatorska województwa rzeszowskiego” w 1972 r. oraz stałymi zamówieniami, poszerzał asortyment produkowanych zabawek, dodając nowe wzory i bogatsze wzornictwo. Jego styl ewoluował i stopniowo wyzwalał się z ograniczeń wynikających ze stylistyki zabawek wykonywanych w Brzózie Stadnickiej. Obok tradycyjnych wzorów wykonywał także ruchome zabawki przedstawiające dwóch kowali lub chłopa i niedźwiedzia: uderzających na przemian młotami. Były to również gęsi lub kury dziobiące ziarno, ruchome tracze oraz kółka-terkotki. W pewnym momencie zaczął on nawet wykonywać zwarte, zblokowane kształty miniaturek traktorów, samochodów czy lokomotyw. Możemy też wyróżnić zabawki, które Stanisław Naróg wykonywał, ponieważ świetnie pamiętał je jeszcze z czasów swojego dzieciństwa: bąki, łyżwa, fryga czy też kółko drewniane na patyku. Wszystkie te wzory, a jest ich kilkadziesiąt, zdecydowanie świadczą o pomysłowości artysty oraz jego szerokich horyzontach konstrukcyjnych. Co warte podkreślenia na koniec S. Naróg zabawki zdobił nie tylko farbami anilinowymi, ale także olejnymi, wzbogacając ich kolorystykę i motywy zdobnicze. Ponadto był to twórca aktywny, popularyzator tego rzemiosła. Uczestniczył on w wielu konkursach i zdobywał liczne nagrody, w tym był laureatem Nagrody im. Kolberga w 1992. Bywał często w Muzeum Kultury Ludowej, które upamiętniło tą postać tworząc stałą wystawę jego zabawek w chałupie z Wrzaw. Obecnie jednak jedynymi przedstawicielami, którzy kontynuują tradycje ośrodka z Brzózy Stadnickiej jest Ryszard Marciniec i Jan Dudziak. Są to twórcy wprost odwołujący się do historii brzózańskich zabawkarzy, czerpiąc z nich inspirację i kultywując wzory i techniki dawnego wytwórstwa.

Przetwarzamy dane osobowe w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności.